środa, 5 lutego 2014
Wspomnienia.
Tak więc zostałam z tym problemem sama.
Nie należę jednak do osób które łatwo poddają się.
Życie nauczyło mnie że trzeba starać się radzić sobie. Jak nie wychodzi jedno, trzeba szukać innej drogi.
Wymyśliłam coś co wydawało strzałem w dziesiątkę.
wtorek, 4 lutego 2014
Wspomnienia.
Życie.
Jak wielki wpływ na życie moje i mojej córki miała czyjaś niechęć, czyjeś złe słowa
Jak bardzo można skrzywdzić
I wtedy życie toczy się inaczej, nie tak jak zaplanowaliśmy, nie tak jakbyśmy chcieli.
I choćbyśmy robili wszystko żeby się nie poddać nic to nie daje.
Etykiety:
Córka,
Długi,
Kataklizm,
Matka,
Nieszczęścia,
Problem,
Przyjaciółka Zobowiązania,
Spadkobiercy,
Syn,
Wspólniczka,
Życie
poniedziałek, 3 lutego 2014
Mój dom.
Wyszłam.
Wczoraj wyszłam wreszcie na powietrze.
Było pięknie. Zero mrozu. Chciałabym dzisiaj też wyjść.
Karol też był, usłyszałam nawet wyrażne "cześć".
niedziela, 2 lutego 2014
Karol.
Dzisiaj przychodzi do nas Karol.
Nie jest to jakiś wyjątek, Karol przychodzi do nas raz w tygodniu.
Piszę do nas chociaż on nie przychodzi do nas wszystkich. On przychodzi do dzieci i wnuczki.
Do mnie nie.
sobota, 1 lutego 2014
piątek, 31 stycznia 2014
Mój rak.
Właściwie lubię reklamy.
Producenci prześcigają się w uatrakcyjnianiu ich. Są fajne, śmieszne, czasami zaczynając się sprawiają wrażenia że zaczyna się jakiś film. Są też reklamy pouczające, przypominające nam abyśmy dbali o nasze zdrowie.
Szczególną uwagę zwracam na reklamy o raku.
Etykiety:
Ból nowotworowy,
Chemioterapia,
Choroba,
Córka,
Leki,
Pamifos,
Rak,
Reklamy,
Syn,
Zakrzepica żył
środa, 29 stycznia 2014
Codzienność.
Tak bardzo chciałam mieć bloga.
Ja w komputerze znam raczej tylko podstawy, nauczyły mnie tego wnuczka i córka.
Bloga na pewno nie założyłbym sama.
No i co z tego że teraz wreszcie go mam.
niedziela, 26 stycznia 2014
Mój poranek.
Obudziłam się i "to" też się obudziło.
Poruszam delikatnie ręką i "to" zaczyna działać.
Najpierw drętwieją palce dłoni. Powoli siadam i "to" rusza do ataku.
Drętwienie i ból obejmuje już całą dłoń. Siedzę, "to" obejmuje coraz większą powierzchnię, dochodzi do łokcia.
sobota, 25 stycznia 2014
Wspomnienia.
Pamiętam nasz ślub.
Kościół stał na wzgórzu i żeby do niego wejść trzeba było pokonać sporo schodów. Na którymś z nich przydeptałam sobie sukienkę ślubną. Zrobiłam to tak solidnie że aż wyrwałam kawałek materiału.
Jest taki przesąd że jak przydepcze się sukienkę to przydeptuje się czy też niszczy swoje szczęście małżeńskie. U mnie sprawdziło się to dość szybko. Dokładnie pamiętam sam moment zaślubin. Byłam bardzo przejęta, słowa przysięgi małżeńskiej wypowiadałam z takim uczuciem z taką wiarą. Ja w to co mówiłam naprawdę wierzyłam.
Bardzo szybko przekonałam się że było to tylko moje pobożne życzenie.
piątek, 24 stycznia 2014
Rak.
Leczyć się?
Jakie leczyć się.
Mój lekarz chemioterapeuta zaplanował sobie chyba raczej wykończyć mnie a już na pewno nie wyleczyć.
Fakt że mój rak został za póżno wykryty i może nie nadaje się już do wyleczenia ale może można chociaż zatrzymać rozwój choroby.
Pisałam już jaki horror przeżywałam po każdej chemii. Było nawet tak że myślałam że to już koniec że zaraz umrę. O każdym takim fakcie informowałam swojego lekarza. Niestety mój pan doktor lekceważył to sobie, zachowywał się wręcz tak jakby był prokuratorem który chce złapać przestępcę na kłamstwie, oszustwie.
Etykiety:
Centrum Onkologii,
Chemia,
Chemioterapia,
Hormonoterapia,
Leczenie,
Leki,
Psycholog,
Rak,
Zakrzepica żył
czwartek, 23 stycznia 2014
Rak.
Oj raku, raku.
Dlaczego tak mnie męczysz.
Nie znajduję wytłumaczenia tego co dzisiaj ze mną się działo.
Jedyne co przychodzi mi do głowy to osłabiony organizm.
Etykiety:
Ból,
Córka,
Drętwienie,
Leki,
Nerwy obwodowe,
Odżywianie,
Rak
Rak.
Od jakiegoś czasu dużo mówi się w mediach o raku.
Podobno zbyt mało pieniędzy rząd przeznaczył na leczenie tej choroby.
Jeśli tak jest to żądania zwiększenia funduszy są słuszne, bo to jest naprawdę straszna choroba.
Piszę to z punktu widzenia osoby dotkniętej tą chorobą.
środa, 22 stycznia 2014
Wspomnienia.
Pierwsze oznaki chorobliwej zazdrości Karola zauważyłam mieszkając z nim w tym właśnie małym pokoiku które firma wynajmowała swoim pracownikom.
Obok mieli też pokoje inni pracownicy firmy.
Tak się złożyło że byli to głównie mężczyżni, pracowały tylko dwie kobiety.
wtorek, 21 stycznia 2014
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Cierpienie.
Biedactwo, dzidzia mała.
Otulić ją, przykryć bo zimno jej nie służy.
To głupie, śmieszne ale tak cholera jest. Jęczę z bólu z zimna ze zdrętwienia. "Normalne" zdrętwienie które mam zawsze nakłada się ze zdrętwieniem z powodu zimna i to jest podwójne zdrętwienie. To jest straszne.
Książki.
To u nas chyba rodzinne.
Od kiedy pamiętam lubiłam czytać książki. Miłość do książek przekazałam chyba w genach moim dzieciom. Można by tu powiedzieć że zarówno córka jak i syn w swoich dziecięcych jak i wczesnej młodości latach nie mieli zbyt wiele rozrywek więc czytali z nudów. Tylko dlaczego w takim razie moja wnuczka Wiktoria też kocha czytać?
niedziela, 19 stycznia 2014
Wspomnienia.
Miałam wtedy 19 lat.
Nasz dom to było jedno pomieszczenia o powierzchni 13m kwadratowych. Mieszkało w nim 6 osób.
Nie pamiętam czy każdy z nas miał swoje miejsce choćby swoje krzesło, takie o którym mógł powiedzieć - to jest mój kącik. Chyba nie.
Poznałam Karola. Wiedziałam że pije ale były dwie sprawy które zadecydowały że za niego wyszłam.
Z mojego życia.
Minęła północ. Zaczęła się niedziela.
Oby nie była taka jak miniona sobota.
Zdaję sobie sprawę z tego że moje bóle od raka są słabsze - są słabsze bo biorę bardzo silne leki przeciwbólowe i one przynajmniej działają. To co czuję, co się ze mną dzieje z powodu uszkodzonych nerwów obwodowych nie potrafię nawet opisać.
Etykiety:
Ból nowotworowy,
Drętwienie,
Leki,
Nerwy obwodowe,
Neurolog,
Rak
piątek, 17 stycznia 2014
Karol.
Jesteś wstrętny, paskudny.
Jednak postanowiłeś przypomnieć mi naszą wspólną przeszłość.
A miałam o tym nie pisać. Wybaczyłam Ci wszystko. Uznałam że to co było kiedyś jest już nieważne. Nie przeżyjemy przecież drugi raz naszej młodości.
Gdy po latach wróciłeś chory i po prostu dobry, pomyślałam że może teraz będziemy żyć w zgodzie, przyjażni i będziemy sobie podporą w trudnych chwilach.
Sądziłam że to Twoje bezsensowne milczenie kiedyś minie i znów będzie w miarę normalnie.
Myliłam się.
Damian.
Tak bardzo chciałabym doczekać chwili gdy Damian poukłada wreszcie swoje życie.
Zamykam oczy i widzę - Damian wraca z pracy do domu. Tam czeka na niego żona i dziecko. Razem jedzą obiad. Dom jest miły, czysty i zadbany. Wszyscy bardzo się kochają.
Tak właśnie powinno wyglądać Twoje życie Damianku.
czwartek, 16 stycznia 2014
Karol.
Karol nadal milczy.
On miał już wcześniej takie napady obrażania się nie wiadomo o co ale zawsze mijało mu po krótszym lub dłuższym okresie.
Teraz zaciął się chyba na dłużej niż zwykle. Oczywiście też nie wiem o co .
Próbuję go rozszyfrować, domyślić się co jest grane ale słowo że nie wiem.
Tak się złożyło że we wtorek musieliśmy się oboje stawić w jednym z urzędów o tej samej godzinie. Znając go sądziłam że będzie chciał skorzystać z nadarzającej się okazji i odezwie się a ja nie będę dochodziła powodów milczenia. Myślałam po prostu że wreszcie będzie normalnie.
Niestety wyszliśmy z urzędu powiedział do widzenia i poszedł i dalej milczy.
Mam to w nosie, Niech sobie milczy. Nie muszę przynajmniej wymyślać tematów do rozmów przez telefon bo on zazwyczaj dzwonił i czekał żebym umilała mu czas.
Baj, baj Karol.
On miał już wcześniej takie napady obrażania się nie wiadomo o co ale zawsze mijało mu po krótszym lub dłuższym okresie.
Teraz zaciął się chyba na dłużej niż zwykle. Oczywiście też nie wiem o co .
Próbuję go rozszyfrować, domyślić się co jest grane ale słowo że nie wiem.
Tak się złożyło że we wtorek musieliśmy się oboje stawić w jednym z urzędów o tej samej godzinie. Znając go sądziłam że będzie chciał skorzystać z nadarzającej się okazji i odezwie się a ja nie będę dochodziła powodów milczenia. Myślałam po prostu że wreszcie będzie normalnie.
Niestety wyszliśmy z urzędu powiedział do widzenia i poszedł i dalej milczy.
Mam to w nosie, Niech sobie milczy. Nie muszę przynajmniej wymyślać tematów do rozmów przez telefon bo on zazwyczaj dzwonił i czekał żebym umilała mu czas.
Baj, baj Karol.
Z mojego życia.
Zastanawiam się czy jest w ogóle jakiś sens w tym moim pisaniu.
Nastały jakieś takie dziwne i bardzo niefajne dni w naszym domu. Zastanawiam się dlaczego trwa to tak długo.
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Wspomnienia.
Znam. Jasne że znam to powiedzenie ale nigdy nie sądziłam żebym kiedyś miała z tym coś wspólnego.
Mieszkanie. Moi rodzice mieli spółdzielcze własnościowe mieszkanie m-4. Nigdy nie myślałam o nim jak o czymś wartościowym, dla mnie był to dom moich rodziców. Po śmierci taty Janka zaangażowała się w sądowym przeprowadzeniu spadku po ojcu. Pamiętam że przyszło jakieś pismo z sądu, nawet dokładnie nie przeczytałam po prostu schowałam do szuflady i zapomniałam o tym.
Nie doceniłam Janki.
Ta cała intryga, to odsunięcie mnie od matki nie było bez powodu.
niedziela, 12 stycznia 2014
Karol.
A już uwierzyłam że na stare lata będziemy z Karolem żyć w zgodzie i przyjażni. Młodość nam się nie udała i nie jest w tej chwili ważne z czyjej winy. Ja naprawdę sądziłam że szczególnie teraz gdy oboje jesteśmy tak bardzo chorzy że właściwie u obojga z nas nie wiadomo co przyniesie każdy kolejny dzień, nie będzie już tych głupot, niedomówień, obrażania się nie wiadomo o co.
Teraz też "zaciął" się. Nie odzywa się do mnie i nie mam pojęcia dlaczego. Ostatnia rozmowa z nim była kilka dni po jego wyjściu ze szpitala, nawet dość miła. Raptem cisza. Nie dzwoni.
On ma taki zwyczaj, dzwoni dwa razy dziennie - rano i wieczorem. Gdy pierwszy raz zadzwonił do córki i do wnuczki a do mnie nie pomyślałam że może mu się po prostu nie chce, że nie ma o czym mówić, ale gdy następnego dnia wykonał swój rytuał pomijając znowu mnie, zrozumiałam że coś nie tak.
sobota, 11 stycznia 2014
Z mojego życia.
Mam za sobą bardzo trudny dzień.
Wczoraj miałam kroplówkę z PAMIFOSU. Przyjechał po mnie syn. Dzień był chłodny i niezbyt przyjemny do tego wiał silny wiatr który potęgował odczucie zimna. Szłam z tym moim balkonikiem trochę jak kaleka bo bardzo drętwiała mi lewa ręka więc podpierałam się chwilami tylko ręką prawą balkonik wtedy skręcał.
Do lekarza dostaliśmy się nawet dość szybko. Sam wlew miał trwać 3 do 3,5 godziny. Pani zwracała dużą uwagę na to żeby kroplówka nie zleciała zbyt szybko a stało się tak że po dwóch godzinach butelka była pusta. Ale nic się nie stało. Nawet się ucieszyłam że już można do domu.
Na dworze było strasznie zimno. Całą lewą rękę miałam zdrętwiałą, zmarzłam tak bardzo że drętwienie się nasiliło, dołączył do tego ból.
Etykiety:
Drętwienie,
Nowotwory,
Pamifos,
Rak,
Uszkodzenie nerwów obwodowych
czwartek, 9 stycznia 2014
Z mojego życia.
Dzisiaj była u mnie pani psycholog.
W całym okresie od wykrycia u mnie raka miałam kilka takich z kompletnym dołem, zresztą nadal się zdarzają. Kiedyś lekarz który mnie odwiedził zauważył to i zapytał czy chciałabym kontaktu z psychologiem. Przytaknęłam że owszem ale bez specjalnego entuzjazmu. Nie bardzo wierzyłam w pomoc psychologa. Teraz bardzo sobie cenię te wizyty.
Było kilka przypadków że odwiedzająca mnie pani zastawała mnie zdołowaną, z oczami pełnymi łez, czasami miałam wręcz ochotę już na wstępie przeprosić panią za fatygę i szybkie pożegnanie.
To ja.
Dzisiaj byłam na krwi.
To że musiałam wstać rano to nic, gorsze było to że bez leków musiałam pojechać do Centrum Onkologii na pobranie tej krwi.
Etykiety:
Ból nowotworowy,
Centrum Onkologii,
Morfina,
Nowotwory,
Pamifos,
Rak
wtorek, 7 stycznia 2014
Codzienność.
Jestem sama.
Zięć w pracy, córka i wnuczka pojechały do Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy.
Chodzi o moją wnusię. Wiktoria jest chora. Jest to choroba genetyczna RECKLINGHAUSENA.
Właściwie nie ma leku na tę chorobę ale Wiki od 3-go roku życia jest pod opieką tego szpitala, co jakiś czas przechodzi szereg badań. Chodzi o kontrolę czy choroba się rozwija. U naszej małej choroba niestety ostatnio nabrała tempa. Bardzo się o nią martwimy ale żyjemy też nadzieją że może w końcu zostanie wynaleziony lek na tą chorobę. A tak w ogóle nasza "mała" wkroczyła w 14-ty rok życia.
niedziela, 5 stycznia 2014
To nadal ja.
Jak żyć?
Czy w ogóle jest sens w życiu? Takim życiu?
Postanowiłam sobie kiedyś że nie będę pisała o finansach. Bo jak ktoś przeczyta będzie mi głupio i wstyd.
Dzisiaj coś we mnie pękło. Dlaczego mam się tego wstydzić? Przecież ja tu niczemu nie zawiniłam.
W piątek dostałam emeryturę. Całe 519 zł.
Od razu oddałam 100 zł. które pożyczyłam. Wczoraj syn przyniósł mi z apteki większość z leków które co miesiąc muszę kupić. Wydał na nie 150 zł. Pozostało mi około 260 zł. Muszę jeszcze wykupić resztę leków, powinnam choćby w jakiejś niewielkiej kwocie dołożyć się do opłat ( czynsz, woda, media). Muszę mieć na taksówki gdy trzeba jechać do Centrum Onkologii. Autobusem z dojściem do i od przystanku po prostu nie dam rady. Muszę coś przeznaczyć na środki piorące i do utrzymania osobistej higieny. No i co oczywiste żeby żyć trzeba coś jeść.
Tylko czy ja chcę jeszcze tak żyć?
sobota, 4 stycznia 2014
To ja.
Dlaczego nie potrafię się pozbierać?
Wiem przecież dobrze że tak naprawdę tylko ja sama mogę sobie tak naprawdę pomóc. Tak działa psychika. Mogę się albo zniszczyć albo podnieść.
Jasne że chcę się podnieść. Jestem na siebie wściekła, nie chcę być taką jęczącą ciapą. Że jęczącą to jeszcze rozumiem - ciągłe bóle, drętwienie, mrowienie, pieczenie, ale zauważyłam że nawet one są mniej dokuczliwe przy pogodnym nastawieniu do życia a właściwie do wszystkiego.
Rak.
Potraktować swojego raka jak przyjaciela.
Tak podobno powiedział mój lekarz z Paliatywnej i chyba miał rację.
Z moim rakiem żyję już przecież tyle lat. Prawdopodobnie gdybym nadal nie wiedziała kto u mnie zamieszkał nie byłoby u mnie tych napadów, żalu, rozpaczy, bezsilności.
Cierpiałam. Przez ponad 5 lat cierpiałam z powodu bóli które się ciągle nasilały. Brałam coraz silniejsze leki przeciwbólowe i żyłam ze świadomością że wysiada mi kręgosłup. Taka była diagnoza lekarzy którzy mnie "leczyli".
Wydaje mi się że dla mojej psychiki lepsza była niewiedza.
wtorek, 31 grudnia 2013
NOWY ROK 2014
NADCHODZĄCY NOWY ROK TO NIE TYLKO OKRES RADOŚCI,
ALE RÓWNIEŻ ZADUMY NAD TYM, CO MINĘŁO
I NAD TYM, CO NAS CZEKA.TAK WIĘC DUŻO
OPTYMIZMU I WIARY W POGODNE JUTRO
ALE RÓWNIEŻ ZADUMY NAD TYM, CO MINĘŁO
I NAD TYM, CO NAS CZEKA.TAK WIĘC DUŻO
OPTYMIZMU I WIARY W POGODNE JUTRO
Wspomnienia.
Jak już wspomniałam miejsce naszej pracy największy obrót a tym samym zysk przynosiło w niedziele i święta, logiczne więc było że wtedy pracowałyśmy. W te dni byłyśmy wykończone z przemęczenia a jednocześnie zadowolone z obrotu.
Ach jak wtedy kochali mnie bracia, jak mi się chcieli przypodobać. Stałam się ich dumą. Janka spadła na drugie miejsce. Teraz po latach wiem jaka byłam durna.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Wspomnienia
Czytając czy też oglądając jakiś program z udziałem kochających się sióstr trudno jest mi uwierzyć że to co czytam czy słucham jest prawdą.
Mnie siostra kojarzy się z kimś okrutnym, krzywdzącym, fałszywym, knującym intrygi.
Przed taką osobą trzeba uciekać jak najdalej i starać się żeby ona jak najmniej o mnie wiedziała.
Najlepiej byłoby gdyby udało się przed nią ukryć tak żeby zapomniała że ja w ogóle istnieję.
Jak tylko sięgnę pamięcią Janka zawsze była z naszego rodzeństwa tą "naj". Najlepsza, najwspanialsza, najbardziej kochana oczywiście przez mamę.
W domu było raczej biednie ale Jance niczego nie brakowało. Ja nosiłam wszystko po niej bo dla mnie już nie starczało. Nawet ( jakoś nie potrafię tego zapomnieć ) na zakończenie 7-mej klasy szkoły podstawowej nie kupiła mi mama choćby najtańszej białej bluzki. Byłam w białym męskim podkoszulku z rękawem - mojego taty. Nie zmyślam. Jest zdjęcie całej klasy i ja tam też jestem. Wyglądam tak żałośnie.
sobota, 28 grudnia 2013
Wspomnienia.
Pamiętam, miałam już tak silne bóle że znów wybrałam się do jakiegoś lekarza.
Przepisano mi jak zwykle jakieś leki przeciwbólowe i zabiegi rehabilitacyjne. Przejście jakiegoś dłuższego odcinka sprawiało mi już spory kłopot. Co jakiś czas stawałam, machałam nogą, tak wyglądało moje chodzenie.
Poszłam na te zabiegi ale zamiast ulgi sprawiały mi one ból.
Karol
Och Karol, Karol ale Ci się narobiło.
Okazało się że z twoim sercem jest bardzo niedobrze. To jest tak delikatnie powiedziane. Wczoraj dzieci rozmawiały z lekarzem. Pan doktor powiedział że konieczna jest natychmiastowa operacja na otwartym sercu. Jedna z tętnic doprowadzająca krew do serca jest już w stanie nie nadającym się już do "naprawy", drugą można próbować ratować ale ryzyko jej ratowania jest tak duże że praktycznie równa się pozostawieniu jej w takim stanie jakim jest.
piątek, 27 grudnia 2013
Mój rak.
Tak jak już pisałam mój dziki lokator bardzo się ostatnio u mnie rozpanoszył. Postanowił chyba zwiedzić cały "swój" lokal. W różnych miejscach moich kości daje mi znać że jest i nie zamierza mnie opuszczać,
Szczerze mówiąc pogodziłam się już chyba z tym, zwiększyłam dawkę leków przeciwbólowych i wprawdzie boli ale tak można wytrzymać. Wiem że po jakimś czasie znów trzeba będzie zwiększyć dawkę ale postanowiłam- będę się tym martwić potem.
W tej chwili o wiele gorsze jest to drętwienie. Ciekawa jestem jaka jeszcze choroba ujawni się po tej fajnej chemii. Dlaczego lekarze nie uświadamiają pacjentów o skutkach leczenia chemią.
Etykiety:
Ból nowotworowy,
Chemia,
Drętwienie,
Uszkodzenie nerwów obwodowych
czwartek, 26 grudnia 2013
Karol.
Karol jest jakby normalniejszy.
Nie wiadomo co mu naprawde jest bo jest swieto i nie robia zadnych badan ale bylo chyba bardzo zle bo lezy w takiej sali z roznymi aparatami i byl do tego wszystkiego poprzypinany i byl pod tlenem.
Karol.
Jest drugi dzień świąt Bożego Narodzenia.
Od kiedy wrócił do nas Karol utarł się taki zwyczaj - wigilia jest u nas, w pierwszy dzień świąt odwiedzamy Karola z tym że moja córka z mężem i córeczką jadą najpierw do matki mojego zięcia, po mnie przyjeżdża syn ( sama raczej nie poradziłabym sobie z tym balkonikiem ) i jedziemy do Karola w tym czasie synowa też tam dociera. Córka ze swoją rodziną po odwiedzinach u matki też do nas dobijają. Trochę to zagmatwane ale ważne że wszyscy się w końcu spotykamy i naprawdę miło i przyjemnie spędzamy czas. Jest z nami nawet Damian ( wnuczek ), ten już 24-latek woli spędzać czas z rówieśnikami, ale takie rodzinne spotkania bardzo sobie ceni.
Drugi dzień świąt spędzamy w domu. Jest taki luz, każdy robi co chce, chodzi o to żeby było miło i przyjemnie.
Dzisiaj też tak właśnie miało być.
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Święta.
Wiem że muszę się pozbierać ale to jest takie trudne. Atakuję go tymi wszystkimi przeciwbólowymi i na to cholerne drętwienie.
Jestem inna. Cała jestem inna. Chodzi o moje ciało. Klikam innymi zdrętwiałymi i obolałymi palcami, siedzę na zdrętwiałym tyłku, opatuliłam kołdrą zdrętwiałe, bolące i dziwnie zimne nogi.
niedziela, 22 grudnia 2013
Mój rak.
A byłam już taka spokojna. Zakodowałam sobie w psychice że mój rak jest takim trochę leniuchem.
Chorowałam już na niego (nie wiedząc że to rak) chyba z 5 lat. Fakt że się rozwijał, bóle się ciągle nasilały, połykałam coraz silniejsze leki, ale dlatego że trwało to przez lata wytłumaczyłam sobie że teraz też da mi trochę dłużej pożyć. Niestety coś mu się ostatnio pomieszało. Zapomniał się czy co?
Pomimo zwiększania dawek leków przeciwbólowych mój dziki lokator coraz bardziej atakuje. Bóle są straszne, tego nie da się z niczym porównać
niedziela, 15 grudnia 2013
Wspomnienia.
Jeszcze dzisiaj, po 19 latach nie potrafię obojętnie słuchać, oglądać programów w których pokazane jest jak silne są więzi rodzinne. Czym tak naprawdę jest siostra, brat, dziecko. Bywają sytuacje gdy siostra, brat wychodzi z więzienia ze świadomością ze jest ktoś kto czeka. Skarci, pokrzyczy ale wybaczy. Często w takich programach słyszę - to mój brat, nie mogę inaczej. Nie mogę tego słuchać, przerzucam kanał, w oczach mam łzy. Jest takie powiedzenie "żal ściska serce", jakie to prawdziwe - dosłownie czuję to ściśnięte z żalu serce.
Teraz po tylu latach wiem wreszcie dlaczego i kto uknuł tę intrygę.
sobota, 14 grudnia 2013
Wspomnienia.
Rodzinka.
"Kochana" rodzinka. Wiem że jestem głównym tematem ich rozmów. Podobno modlą się o moje zdrowie. Może się i modlą, może nawet jest to teraz szczere, tylko gdzie byli przez te wszystkie lata? 19 lat - tyle minęło od chwili gdy postanowili mnie zniszczyć, gdy uknuli ohydną straszną intrygę. Bratowa, ona była u mnie ciągle ledwie wyspać mi się dała. Zżerała ją zazdrość, kiedyś po prostu powiedziała mi że zazdrości mi wszystkiego bo ona z mężem mają zaledwie część tego co ja wypracowałam sobie sama. Pracowałam dużo i ciężko. Prowadziłam tą swoją działalność a że zlokalizowana była w miejscu gdzie najwięcej zarabiało się w niedziele i największe święta więc wtedy pracowałam. Ja nie miałam wolnego, nie miałam niedziel i świąt. Zawsze byłam też bardzo szczera, teraz wiem że byłam po prostu durna. Moja portmonetka zawsze otwarta była dla "potrzebującej" rodzinki. A mama - ona zawsze była na pierwszym miejscu.
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Wspomnienia.
Pamiętam jak moja matka powiedziała do mnie - mam czworo dzieci ale u żadnego nie jest mi tak dobrze jak u ciebie. I właśnie mnie odtrąciła, właśnie mnie rzuciła tym pozostałym trzem sępom na pożarcie.
sobota, 7 grudnia 2013
Udręka.
Wszyscy śpią, ja nie mogę. Płaczę. One same mi lecą. Nie widzę sensu życia, takiego życia. Bo o co i po co próbuję jeszcze walczyć? Mam tą swoją śmieszną emeryturę tylko na co mam ją właściwie przeznaczyć. Żeby tak strasznie nie cierpieć muszę wykupować leki na co wydaję połowę tej emerytury, pozostaje mi około 250 zł. Co mam zrobić z tą "wielką' kwotą?
piątek, 6 grudnia 2013
Dlaczego.
Okazało się że Karol w ostatniej sytuacji nie zawinił. Zadzwonił po jakimś czasie i kompletnie nie wiedział o co mi chodzi. Znam go dobrze i wiem że jego zaskoczenie jego szczere zdziwienie było prawdziwe. On w ogóle nie wiedział o co mi chodzi. Rozmawiałam z córką, sama też spojrzałam na siebie takim krytycznym okiem i zauważyłam że (przynajmniej w ostatnim okresie) czasami wina leży po mojej stronie.
wtorek, 3 grudnia 2013
Mój były.
Chyba jednak trochę za długo żyję. Chodzi tu o mojego męża, mojego byłego męża.
Przed laty po jego ciężkiej chorobie bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Mieszkamy osobno ale odwiedzaliśmy się i choć mamy różne charaktery jakoś się dogadywaliśmy. Gdy ujawniła się moja choroba on naprawdę bardzo się starał. Nie pomagał mi finansowo ( mam taką śmieszną emeryturę 519 zł.) ale czasami wykupił mi jakieś leki i dawał mi na taksówkę gdy musiałam jechać do Centrum Onkologii. To całe moje leczenie zaczęło się w listopadzie ubiegłego roku.
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Cierpienie.
Boże.
Dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś? Przecież nie jestem jakimś złym człowiekiem. Myślę że wręcz przeciwnie, nigdy nie odmówiłam nikomu pomocy chyba że było to coś ponad moje możliwości. Starałam się też nikogo nie krzywdzić. Więc dlaczego? Dlaczego skazałeś mnie na takie cierpienie?
Powiedziałam że żałuję tego że poddałam się leczeniu chemią. Tak, żałuję. Przede wszystkim dlatego że nic ona mi nie dała, doszło nawet do przerzutów. A jak bardzo mnie zniszczyła.
niedziela, 1 grudnia 2013
Stracone lata.
Jestem już taka zmęczona, udręczona takim życiem.
Każdy dzień zaczyna się tak samo - szykuję leki, na cały dzień. Tak jest lepiej, niczego nie pominę i nie będę myślała czy coś już wzięłam czy też jeszcze nie. Jest tego sporo - około 20- potem rozkładam na 3 kupki rano - południe - wieczór. W czasie szykowania połykam jakąś tabletkę.
Wspomnienia
Czasami myślę że na to na co zachorowałam (rak) miało wpływ życie a właściwie tryb życia jaki przez dziesiątki lat prowadziłam. W mojej rodzinie nie umierano z powodu raka. Ponad 30 lat temu na raka zmarł mój wujek ze strony taty i chyba około 3 lata temu na raka zmarła stryjeczna siostra. Więcej takich przypadków nie było. U nas to były choroby krążeniowe, serce.
Tak jak wspomniałam ja chyba sobie tego raka wypracowałam. Męża miałam bardzo niefajnego (głównie, delikatnie to nazywając nadużywanie alkoholu) więc po latach separacji przeprowadziłam w końcu rozwód.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










170147_kotek_piesek_szczeniak_koszyk-1366x768.jpg)

































