Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowotwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowotwory. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2014

DIAGNOZA.



Mam żal.
Mam ogromny żal do lekarzy.
Nie mogę wskazać tu jednego konkretnego lekarza.
Nie znam wszystkich obwiązków lekarzy.  Wiem że napewno muszą robić wszystko żeby ratować ludzkie życie.

piątek, 17 października 2014

DLACZEGO?




Właśnie w telewizji leci temat "nowotwór".
Wypowiadają się rózni ludzie głównie lekarze.
Uczą ludzi jak ważne jest wczesne wykrycie raka, robienie badań.
Wszystko we mnie krzyczy, łzy same płyną.
Dłaczego?

sobota, 11 stycznia 2014

Z mojego życia.


Mam za sobą bardzo trudny dzień.
Wczoraj miałam kroplówkę z PAMIFOSU. Przyjechał po mnie syn. Dzień był chłodny i niezbyt przyjemny do tego wiał silny wiatr który potęgował odczucie zimna. Szłam z tym moim balkonikiem trochę jak kaleka bo bardzo drętwiała mi lewa ręka więc podpierałam się chwilami tylko ręką prawą balkonik wtedy skręcał.
Do lekarza dostaliśmy się nawet dość szybko. Sam wlew miał trwać 3 do 3,5 godziny. Pani zwracała dużą uwagę na to żeby kroplówka nie zleciała zbyt szybko a stało się tak że po dwóch godzinach butelka była pusta. Ale nic się nie stało. Nawet się ucieszyłam że już można do domu.
Na dworze było strasznie zimno. Całą lewą rękę miałam zdrętwiałą, zmarzłam tak bardzo że drętwienie się nasiliło, dołączył do tego ból.

czwartek, 9 stycznia 2014

Z mojego życia.


Dzisiaj była u mnie pani psycholog.
W całym okresie od wykrycia u mnie raka miałam kilka takich z kompletnym dołem, zresztą nadal się zdarzają. Kiedyś lekarz który mnie odwiedził zauważył to i zapytał czy chciałabym kontaktu z psychologiem. Przytaknęłam że owszem ale bez specjalnego entuzjazmu. Nie bardzo wierzyłam w pomoc psychologa. Teraz bardzo sobie cenię te wizyty.
Było kilka przypadków że odwiedzająca mnie pani zastawała mnie zdołowaną, z oczami pełnymi łez, czasami miałam wręcz ochotę już na wstępie przeprosić panią za fatygę i szybkie pożegnanie.

To ja.


Dzisiaj byłam na krwi.
To że musiałam wstać rano to nic, gorsze było to że bez leków musiałam pojechać do Centrum Onkologii na pobranie tej krwi.

niedziela, 5 stycznia 2014

To nadal ja.



Jak żyć?
Czy w ogóle jest sens w życiu? Takim życiu?
Postanowiłam sobie kiedyś że nie będę pisała o finansach. Bo jak ktoś przeczyta będzie mi głupio i wstyd.
Dzisiaj coś we mnie pękło. Dlaczego mam się tego wstydzić? Przecież ja tu niczemu nie zawiniłam.
 W piątek dostałam emeryturę. Całe 519 zł.
Od razu oddałam 100 zł. które pożyczyłam. Wczoraj syn przyniósł mi z apteki większość z leków które co miesiąc muszę kupić. Wydał na nie 150 zł. Pozostało mi około 260 zł. Muszę jeszcze wykupić resztę leków, powinnam choćby w jakiejś niewielkiej kwocie dołożyć się do opłat ( czynsz, woda, media). Muszę mieć na taksówki gdy trzeba jechać do Centrum Onkologii.  Autobusem z dojściem do i od przystanku po prostu nie dam rady. Muszę coś przeznaczyć na środki piorące i do utrzymania osobistej higieny. No i co oczywiste żeby żyć trzeba coś jeść.
Tylko czy ja chcę jeszcze tak żyć?

sobota, 4 stycznia 2014

To ja.

 
 
Co się ze mną dzieje?
Dlaczego nie potrafię się pozbierać?
Wiem przecież dobrze że tak naprawdę tylko ja sama mogę sobie tak naprawdę pomóc. Tak działa psychika. Mogę się albo zniszczyć albo podnieść.
Jasne że chcę się podnieść. Jestem na siebie wściekła, nie chcę być taką jęczącą ciapą. Że jęczącą to jeszcze rozumiem - ciągłe bóle, drętwienie, mrowienie, pieczenie, ale zauważyłam że nawet one są mniej dokuczliwe przy pogodnym nastawieniu do życia a właściwie do wszystkiego.

Rak.



Potraktować swojego raka jak przyjaciela.
Tak podobno powiedział mój lekarz z Paliatywnej i chyba miał rację.
Z moim rakiem żyję już przecież tyle lat. Prawdopodobnie gdybym nadal nie wiedziała kto u mnie zamieszkał nie byłoby u mnie tych napadów, żalu, rozpaczy, bezsilności.
Cierpiałam. Przez ponad 5 lat cierpiałam z powodu bóli które się ciągle nasilały. Brałam coraz silniejsze  leki przeciwbólowe i żyłam ze świadomością że wysiada mi kręgosłup. Taka była diagnoza lekarzy którzy mnie "leczyli".
Wydaje mi się że dla mojej psychiki lepsza była niewiedza.

niedziela, 22 grudnia 2013

Mój rak.


A byłam już taka spokojna. Zakodowałam sobie w psychice że mój rak jest takim trochę leniuchem.
Chorowałam już na niego (nie wiedząc że to rak) chyba z 5 lat. Fakt że się rozwijał, bóle się ciągle nasilały, połykałam coraz silniejsze leki, ale dlatego że trwało to przez lata wytłumaczyłam sobie że teraz też da mi trochę dłużej pożyć. Niestety coś mu się ostatnio pomieszało. Zapomniał się czy co?
Pomimo zwiększania dawek leków przeciwbólowych mój dziki lokator coraz bardziej atakuje. Bóle są straszne, tego nie da się z niczym porównać

sobota, 7 grudnia 2013

Udręka.


Wszyscy śpią, ja nie mogę. Płaczę. One same mi lecą. Nie widzę sensu życia, takiego życia. Bo o co i po co próbuję jeszcze walczyć?  Mam tą swoją śmieszną emeryturę tylko na co mam ją właściwie przeznaczyć. Żeby tak strasznie nie cierpieć muszę wykupować leki na co wydaję połowę tej emerytury, pozostaje mi około 250 zł. Co mam zrobić z tą "wielką' kwotą?

piątek, 6 grudnia 2013

Dlaczego.


Okazało się że Karol w ostatniej sytuacji nie zawinił. Zadzwonił po jakimś czasie i kompletnie nie wiedział o co mi chodzi. Znam go dobrze i wiem że jego zaskoczenie jego szczere zdziwienie było prawdziwe. On w ogóle nie wiedział o co mi chodzi. Rozmawiałam z córką, sama też spojrzałam na siebie takim krytycznym okiem i zauważyłam że (przynajmniej w ostatnim okresie) czasami wina leży po mojej stronie.

wtorek, 3 grudnia 2013

Mój były.


Chyba jednak trochę za długo żyję. Chodzi tu o mojego męża, mojego byłego męża.
Przed laty po jego ciężkiej chorobie bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Mieszkamy osobno ale odwiedzaliśmy się i choć mamy różne charaktery jakoś się dogadywaliśmy. Gdy ujawniła się moja choroba on naprawdę bardzo się starał. Nie pomagał mi finansowo ( mam taką śmieszną emeryturę 519 zł.) ale czasami wykupił mi jakieś leki i dawał mi na taksówkę gdy musiałam jechać do Centrum Onkologii. To całe moje leczenie zaczęło się w listopadzie ubiegłego roku.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Cierpienie.


Boże.
Dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś? Przecież nie jestem jakimś złym człowiekiem. Myślę że wręcz przeciwnie, nigdy nie odmówiłam nikomu pomocy chyba że było to coś ponad moje możliwości. Starałam się też nikogo nie krzywdzić. Więc dlaczego? Dlaczego skazałeś mnie na takie cierpienie?
Powiedziałam że żałuję tego że poddałam się leczeniu chemią. Tak, żałuję. Przede wszystkim dlatego że nic ona mi nie dała, doszło nawet do przerzutów. A jak bardzo mnie zniszczyła.

niedziela, 1 grudnia 2013

Stracone lata.


Jestem już taka zmęczona, udręczona takim życiem.
Każdy dzień zaczyna się tak samo - szykuję leki, na cały dzień. Tak jest lepiej, niczego nie pominę i nie będę myślała czy coś już wzięłam czy też jeszcze nie. Jest tego sporo - około 20- potem rozkładam na 3 kupki rano - południe - wieczór. W czasie szykowania połykam jakąś tabletkę.

Wspomnienia


Czasami myślę że na to na co zachorowałam (rak) miało wpływ życie a właściwie tryb życia jaki przez dziesiątki lat prowadziłam. W mojej rodzinie nie umierano z powodu raka. Ponad 30 lat temu na raka zmarł mój wujek ze strony taty i chyba około 3 lata temu na raka zmarła stryjeczna siostra. Więcej takich przypadków nie było. U nas to były choroby krążeniowe, serce.
Tak jak wspomniałam ja chyba sobie tego raka wypracowałam. Męża miałam bardzo niefajnego (głównie, delikatnie to nazywając nadużywanie alkoholu) więc po latach separacji przeprowadziłam w końcu rozwód.

sobota, 30 listopada 2013

Już wiem.


Rak, Mój rak.
Dotychczas słuchając, oglądając programy o cierpieniu osób chorych na raka było mi ich bardzo żal ale nigdy nawet przez moment nie pomyślałam że ta choroba może dotknąć mnie czy kogoś z moich bliskich.